Forum www.indeath.fora.pl Strona Główna
 Home    FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Grupy    Galerie
 Rejestracja    Zaloguj
Srebrny błysk śmierci

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.indeath.fora.pl Strona Główna -> Ulubione cytaty
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Lavenda
Members
PostWysłany: Pon 16:27, 14 Wrz 2009 Powrót do góry


Dołączył: 16 Sty 2009

Posty: 139
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: K

Oświeżyłam sobie niedawno "Betrayal in Death" i przy okazji pozaznaczałam cytaty Wink

Wciąż marszcząc czoło, podniosła głowę, kiedy do pokoju wszedł Roarke.
- Co się dzieje ze srebrem po wypolerowaniu?
-Robi się błyszczące.
- Ha, ha! Chodzi mi o to, czy substancja do polerowania zostawia jakieś ślady.
Usiadł na biurku i uśmiechnął się.
- Skąd ci przyszło do głowy, że mogę to wiedzieć?
- Do diabła, przecież ty znasz odpowiedź na każde pytanie.
- Pani mi pochlebia, pani porucznik, ale domowe czynności takie jak czyszczenie srebra to nie moja specjalność.


***

- Och, Carlton, błagam, tylko nie podatki – jęknęła Magda. – Nie podczas tak cudownej kolacji. Na samą myśl dostaje niestrawności. Roarke, wino jest warte grzechu. To twoje?
- Mhm. Montcart, rocznik 2049. Wyjątkowo subtelne. – Roarke rozhuśtał wino w kieliszku i spojrzał pod światło. – Wspaniale klasyczne, pełne wdzięku i ducha. Pomyślałem, że będzie ci smakować.
Magda była wniebowzięta.
- Eve, muszę coś pani wyznać – wymruczała. – Jestem do szaleństwa zakochana w pani mężu. Mam nadzieję, że mnie pani nie aresztuje.
- Gdyby to było karalne, trzy czwarte kobiecej populacji Nowego Jorku siedziałoby za kratkami.
- Kochanie – Roarke popatrzył jej głęboko w oczy- pochlebiasz mi.
- Nic podobnego.


***

I wieczne problemy Eve z z serwisantami ^^

Kiedy przechodziła przez salę detektywów, Eve zdawało się, że zaraz z uszu buchnie jej para. Światełko łącza wściekle migotało, dopominając się, by sprawdziła nagromadzone wiadomości, a komputer analizujący przychodzące dane rozgrzał się do czerwoności.
Zignorowała oba urządzenia i zaczęła szperać w szufladach.
— Pani porucznik? McNab...
— Potrzebny mi laser — obwieściła Eve zdziwionej asystentce.
I pełne uzbrojenie. Znalazła skórzany futerał, z którego wyjęła sześciocalowy nóż. Ostrze. wystawione na światło dzienne, błysnęło złowrogo.
Peabody otworzyła szeroko oczy.
— Pani porucznik?
— Zamierzam odwiedzić serwis. Jestem uzbrojona. Rozwalę tych skurwieli. Wszystkich po kolei. A potem zaniosę ciała do mojego samochodu i podłożę ogień.
— Jezu, Dallas, przecież mamy stan pogotowia.
— Wiem i jestem w najwyższym pogotowiu. — Eve rzuciła asystentce gniewne spojrzenie. Nie przejechałam nawet pięćdziesięciu mil po tym, jak te kłamliwe zasrańce powiedziały, że wóz jest zrobiony na cacy. Zrobiony na cacy? Mam ci powiedzieć. jak wygląda wóz zrobiony na cacy?
— Chętnie posłucham, ale najpierw schowaj nóż.
Gniewnie parskając, Eve wsunęła ostrze do pochwy.
— Kopci, a poza tym strzela, kiedy staję na światłach. Po prostu wierzga jak wściekła...
— Kobyła?
— Właśnie. Odprowadziłam do diagnozy i wiesz, co się okazało? Że nadaje się do złomowania. To ma być jakiś żart czy co?
Peabody zagryzła drżące usta.
— Nie wiem, nie znam się na tym.
— Trochę popychał, trzasnął i ruszył. Dwie ulice dalej znów zaczął szarpać. No wiesz, rzucał się jak...
— Potwór Frankensteina?
Eve, wyczerpana wybuchem złości, opadła na krzesło.
— Jestem porucznikiem. Mam stopień oficera. Dlaczego nie dadzą mi przyzwoitego samochodu?
— Niestety, tak to już jest. Jeśli mogę coś zasugerować, zamiast schodzić do serwisantów z laserem, lepiej weź ze sobą skrzynkę piwa. Zrobisz dobre wrażenie, to od razu się postarają.
- Mam robić dobre wrażenie? Prędzej połknę żywego węża. Zadzwoń do nich. Powiedz, że wóz ma być gotowy za godzinę.
— Ja? — Oczy Peabody szkliły się, jak gdyby zaszły łzami. —
O rany! Zanim zrobię z siebie pośmiewisko, powinnam pani powiedzieć, że mamy informacje na temat walizki. I linki.
Do cholery, czemu od razu nie mówiłaś?! Eve natychmiast przysunęła się do komputera.
— Sama nie wiem, co we mnie wstąpiło. Stoję tu i paplam. — Kiedy to nie poskutkowało, Peabody westchnęła i wyszła, by podjąć pertraktacje z serwisem.


***

— Mhm. Chcesz to przejrzeć?
— A jeśli nas aresztują, obciążą karą i wtrącą do więzienia?
— Poprosimy o sąsiednie cele.
— Rany, strasznie śmieszne. — Podeszła do biurka, pochyliła się i przez ramię Roarke” a zaczęła przeglądać dane.
— Potwierdza się ta historia z atakiem serca. Jeśli informacje federalnych są prawdziwe, powinno tu być coś więcej.
— Można wejść do archiwum szpitala. — Roarke cmoknął i pochylił lekko głowę, by podrapać policzek żony. — Założę się, że to nie jest legalne.
— Skoro mogą federalni, mogę i ja. Otwieraj.
— Uwielbiam, kiedy tak mówisz. — Wystarczyło, że nacisnął jeden klawisz, by na ekranie ukazały się gotowe do skopiowania pliki.
— Zrobiłeś to, zanim ci pozwoliłam.
— Nie wiem, o czym mówisz. Po prostu postępowałem zgodnie z rozkazami inspektora prowadzącego śledztwo. Nie przekroczyłem uprawnień eksperta, nawiasem mówiąc cywilnego, ale jeśli czujesz, że powinnaś mnie ukarać...
Pochyliła się nad nim jeszcze niżej i ugryzła go w ucho.
— Och, dziękuję, pani porucznik.
Stłumiła śmiech.


***

Odkoduj formułę lokacyjną, dopasuj symbol ulicy. Widzisz? — zapytał, kładąc rękę na karku Eye.
— Wygląda na to, że Yost jest naszym sąsiadem.
— To kilka ulic stąd. Niech to szlag, tylko cztery ulice dalej.
— Zdaje się, że za rzadko chodzimy na spacery po okolicy. Jesteś pewny?
— Na dziewięćdziesiąt procent.
— Wystarczająco. Dobra, potrzebny mi dokładny opis tego budynku. Nazwiska lokatorów, rodzaj zabezpieczeń, plan ulic.
— Nie ma problemu. Właściwie to wydaje mi się, że jestem jego właścicielem.
— Wydaje ci się?
— Czasami człowiek traci rachubę. Komputer, kto jest właścicielem nieruchomości widocznych na drugim ekranie?
Czekaj.
Właścicielem nieruchomości jest Roarke Industries.
— No widzisz. Zaczekaj, sprawdzę pliki dotyczące moich nieruchomości. Zaraz będziesz miała wszystkie dane.
— Czasami tracisz rachubę? — Eye spojrzała na męża z niedowierzaniem. — Zapomniałeś o całym budynku?


***

No i Eve w roli pocieszyciela. Jak na debiut całkiem nieźle jej poszło Wink

Eve uznała, że to ma znaczenie, ale przypomniała sobie, jaką rolę ma do spełnienia.
— McNab to dupek.
— I to skończony.
— Pewnie nie wspomniałaś mu, że nic cię z Charlesem nie łączy?
— A skąd!
Eye kiwnęła głową z wyrozumiałością.
— Pewnie sama też bym to przemilczała. Byłabym zbyt wkurzona. Co mu powiedziałaś?
— Że nie jesteśmy swoją własnością i że będę się widywać, z kim zechcę. I on też może. I co? Ten łajdak umówił się z jakąś zdzirą.
Jego zachowanie wydało się Eye logiczne. Długo zastanawiała się nad odpowiedzią, która podtrzymałaby Peabody na duchu.
— A to świnia.
— Już nigdy się do niego nie odezwę.
— Przypominam, że razem pracujecie.
— No dobra. To będę z nim rozmawiać wyłącznie w sprawach służbowych. Mam nadzieję, że dostanie wysypki na jajach.
— Bardzo pocieszająca myśl.
Przez chwilę w milczeniu rozważały taką możliwość.
(...)
- Założę się, że twoje umundurowanie pozostawiało wiele do życzenia, ale mniejsza o to. McNab był tam z tobą, rozgrzany, gotowy na wszystko, kiedy ty postanowiłaś uciąć sobie pogawędkę zjego rywalem. O ile znam Charlesa, nie poprzestał na przekazaniu ci informacji. Flirtował z tobą. Podczas gdy ty rozmawiałaś z Charlesem, McNab nagle wystawił kły. Nie twierdzę, że nie jest idiotą. Oczywiście, że nim jest, ale nawet idioci mają uczucia. Chyba.
Peabody wyprostowała się.
— Uważasz, że to moja wina.
— Nie, uważam, że to wina Roarke”a. — Widząc, że Peabody nie zrozumiała, Eye pokręciła głową. - Nieważne. Tu nie chodzi o winę. Posłuchaj, romansujesz z kolegą z pracy. To mi z daleka zalatuje problemami. Myślę, że on nie ma prawa mówić ci, z kim masz się spotykać czy spać, ale z drugiej strony sądzę, że w ogóle nie powinnaś go w to mieszać. Oboje to schrzaniliście.
Peabody przez chwilę rozważała jej słowa.
— Ale on bardziej.
— Oczywiście.
— Możliwe. Możliwe — powtórzyła, po namyśle. — Pewnie masz rację z tym trójkątem i relacjami. Ale to on natychmiast znalazł sobie jakaś rudą małpę. Jeśli McNab liczy, że będę rozpaczać tylko dlatego, że namówił jakąś idiotkę na randkę, to jest większym durniem, niż myślałam.
— I o to chodzi.
— Dzięki, Dallas. Już mi lepiej.
Eye spojrzała na pusty puchar po deserze i położyła dłoń ni przepełnionym żołądku.
— Dobrze, że chociaż jednej z nas się to udało.


***

Zaczekała, aż Roarke minie rząd nieoznakowanych pojazdów podejdzie do Summerseta.
— Są jak rodzina, co? zauważyła jej asystentka, wsiadają do samochodu. —Ale, ale! Dallas, tym sposobem jesteś dla Summerseta czymś w rodzaju synowej.
Eye pobladła z oburzenia. Jedyne, co mogła w tej sytuacji zrobić to złapać się za brzuch.
— Jezu, niedobrze mi się zrobiło.
Laughing

***

Jedyna osoba, której Eve panicznie się boi... Trina ^^

— Fantastycznie! Trina, podaj mi nazwisko twojej przyjaciółki. Będę potrzebować jej pomocy.
— Nie ma sprawy. Mam tylko jedno pytanie. Dlaczego mnie obrażasz?
— Obrażam? Trina, kochanie, ależ właśnie chciałam cię ucałować!
— Dlaczego nie szanujesz mojej pracy? Spójrz na siebie. — Trina mierzyła w Eve długim szafirowym paznokciem. Wyglądasz jak ofiara wypadku drogowego. Skóra przemęczona, cienie pod oczami.
— Miałam dużo pracy.
— A co to ma do rzeczy? Kiedy ostatni raz stosowałaś ten krem złuszczający, który ci poleciłam? A serum antystresowe? A mleczko?
- Ee...
— Założę się, że nie miałaś czasu, żeby choć raz wymasować piersi żelem ujędrniającym. — Zwróciła się do Roarke”a: Nie zaszkodziłoby ci, gdybyś ty się tym zajął.
— Chętnie, nawet jej proponowałem — odparł, bezlitośnie rzucając żonę na pożarcie lwom. - Znasz ją, to trudna kobieta.
— Pokaż stopy — zażądała Trina, okrążając stół.
W tym momencie Eve Dallas, która nie okazywała strachu, stając twarzą w twarz ze śmiercią, wpadła w panikę.
— Nie ma mowy. Stopy mają się dobrze.
— Nie używałaś ostatnio zestawu do pedikiuru, prawda? Dopiero kiedy Trina uważniej przyjrzała się Eye, otworzyła ze zdziwienia wymalowane na wszystkie kolory tęczy oczy. — Ścięłaś sobie włosy!
— Nie. — Zestresowana Eve zasłoniła rękoma fryzurę.
— Tylko nie próbuj mnie okłamywać. Wzięłaś nożyczki i sama to sobie zrobiłaś, czy tak?
— Nie. Niezupełnie. Prawie wcale. Musiałam. Wchodziły mi do oczu. Prawie ich nie ruszałam. Cholera. — Eye zebrała się ni odwagę i postanowiła się zbuntować. — To moje włosy.
— Ależ skąd! To nie są twoje włosy. Nie, odkąd się nimi zajmuję. Czy ja przychodzę na twój komisariat i paraduję z odznaką na biuście? Czy ja ganiam po mieście, poluję na złych facetów i kopię ich po tyłkach? Nie! I dlatego ty też nie masz prawa. Ani w tym ani w następnym życiu nie wtrącaj się do mojej pracy! — Trina westchnęła ciężko. — A teraz pójdę po rzeczy i zrobię coś z tym bałaganem na twojej głowie.
— To miłe z twojej strony, ale naprawdę nie mam czasu... - Eve skurczyła się, widząc, że Trina zaciska dłonie w pięści. - Dzięki, świetny pomysł.
Kiedy Trina wyszła, Eve rzuciła Mayis pełne nienawiści spojrzenie i wzięła kieliszek z winem. Wypiła jednym haustem, po czym zwróciła się do przyjaciółki i męża:
— Pierwsze, które się odezwie, zje ten kieliszek.


***

Roześmiał się.
— Następnym razem może ty zdobędziesz kilka punktów. Powąchał jej ramię. Chryste, cudownie pachniesz.
— Nie dziwota, wczoraj Trina wsmarowała we mnie z tonę przeróżnych mazideł. A tak nawiasem mówiąc, to byłeś bardzo pomocny — przypomniała sobie z przekąsem. — Gdzie zniknąłeś, kiedy zagroziła, że m i zaaplikuje któryś z tych zmywalnych tatuaży?
— Byłem zajęty. Gdybyś mi poświęciła choć godzinę w miesiącu, Trina nie musiałaby uciekać się do podstępów. — Uznał, że będzie lepiej, jeśli jej o tym powie, niż gdyby miała się sama dowiedzieć. — Eve, a co do tatuażu...
— Co? — Wybiegła spod prysznica i zamarła przed lustrem z przerażenia. Z trudem powstrzymał wybuch śmiechu. — Nie! To niemożliwe. Zabiję ją.
Patrzyła z niedowierzaniem na swój pośladek.
— Niech to jasna cholera! Ale mnie urządziła. Co to, do diabła, jest? Kucyk? Dlaczego mi wymalowała na tyłku kucyka?
— Jeśli się dokładnie przyjrzeć, to wygląda mi to na osiołka.
— Świetnie, bardzo śmieszne.
— Może chciała ci w ten sposób coś powiedzieć.
— Założę się, że nie zostawiła żadnego zmywacza. Tylko spróbuj komuś o tym powiedzieć...
— Zamykam usta na kłódkę. Wiesz, ten osiołek wydaje się całkiem sympatyczny. Tak zabawnie kopie tylnymi nogami.
— Zamknij się, Roarke, dobrze? — Żeby nie słyszeć jego komentarzy, na wszelki wypadek znikła w suszarce.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Miss In Death
Members
PostWysłany: Pon 18:19, 14 Wrz 2009 Powrót do góry


Dołączył: 23 Sie 2009

Posty: 386
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: ze Śląska
Płeć: K

Very Happy
świetne fragmenty Very Happy zwłaszcza ostatni - na prawdę pierwszorzędne Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Patrycja87
Members
PostWysłany: Wto 14:40, 07 Wrz 2010 Powrót do góry


Dołączył: 13 Lip 2009

Posty: 313
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Tarnowa
Płeć: K

Zgadzam się na całej linii Very Happy A mówiąc między nami, Trina znalazła sobie specyficzny sposób, żeby grać Eve na nosie Wink Za każdym razem sprawia jej jakąś - na szczęście dla Triny - zmywalną niespodziankę Laughing

Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.indeath.fora.pl Strona Główna -> Ulubione cytaty Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB :: phore theme by Kisioł. Bearshare